Czy naprawdę chcemy, żeby technologia uczyła nasze dzieci, jak myśleć? A może warto odwrócić tę relację i sprawić, by to właśnie dziecko uczyło technologię wykonywania poleceń?

W świecie, w którym smartfon, tablet czy ekran są często pierwszymi cyfrowymi „nauczycielami” dziecka, coraz ważniejsze staje się pytanie nie o to, ile technologii dajemy dzieciom, ale jaką rolę im w niej powierzamy. Technologia może być źródłem biernej rozrywki, ale może też stać się narzędziem do tworzenia, eksperymentowania i samodzielnego rozwiązywania problemów.

I właśnie tutaj pojawia się kodowanie.

Kodowanie nie musi oznaczać siedzenia przed komputerem i pisania skomplikowanego kodu. W przypadku najmłodszych dzieci może być przede wszystkim zabawą w wydawanie instrukcji, planowanie kolejnych kroków i sprawdzanie, czy robot wykonał dokładnie to, co dziecko sobie wyobraziło. Dziecko zaczyna rozumieć prostą, ale niezwykle ważną zasadę: to człowiek tworzy polecenie, a maszyna je wykonuje.

To pozornie niewielka zmiana perspektywy ma duże znaczenie. Zamiast być wyłącznie użytkownikiem gotowych technologii, dziecko staje się ich twórcą i świadomym uczestnikiem cyfrowego świata. Kodowanie rozwija logiczne i przyczynowo-skutkowe myślenie, uczy dzielenia większego problemu na mniejsze zadania, a jednocześnie pozostawia przestrzeń na kreatywność i eksperymentowanie.

Robot nie zastępuje wyobraźni, ale ją uruchamia

Dobry robot edukacyjny nie powinien być kolejnym ekranem ani urządzeniem, które „robi coś za dziecko”. Jego wartość polega właśnie na tym, że czeka na pomysł dziecka.

Dziecko może zaplanować trasę, stworzyć historię, wydać sekwencję poleceń, a następnie sprawdzić rezultat. Jeśli robot pojedzie nie tam, gdzie powinien – nie jest to porażka. To informacja: trzeba pomyśleć, znaleźć błąd i spróbować ponownie. W ten sposób nauka kodowania staje się ćwiczeniem cierpliwości, wytrwałości i samodzielnego poszukiwania rozwiązań. Szczególnie ważne jest to w przypadku najmłodszych dzieci. Kodowanie może być prowadzone poprzez zabawę, ruch, opowiadanie historii i proste zadania typu „jeśli–to”. Dziecko nie musi jeszcze znać języka programowania, żeby uczyć się podstawowego sposobu myślenia programisty: najpierw pomysł, potem plan, działanie, sprawdzenie i poprawa błędu.

Higiena cyfrowa zaczyna się od świadomego wyboru

Dlatego w edukacji warto patrzeć na pomoce cyfrowe nie tylko przez pryzmat ich atrakcyjności. Pytanie nie powinno brzmieć: „Czy dziecko lubi ten gadżet?”, ale raczej: „Co dziecko robi dzięki temu narzędziu?”

Czy tylko naciska przycisk i obserwuje? Czy może samo podejmuje decyzje? Czy tworzy, czy tylko konsumuje? Czy technologia pobudza jego ciekawość, czy jedynie dostarcza kolejnych bodźców?

Przykładem narzędzia zaprojektowanego właśnie wokół aktywności dziecka jest „Zosia mała nauczycielka”. Robot Zosia pozwala na kodowanie bez smartfona, tabletu czy laptopa, za pomocą znajdujących się na nim przycisków. Łączy naukę kodowania z językiem, matematyką, opowiadaniem historii, muzyką i rozwijaniem kompetencji społeczno-emocjonalnych.

I być może na tym powinna polegać edukacja cyfrowa najmłodszych. Nie na tym, by technologia zajmowała dzieciom czas, ale żeby pomagała im rozwijać własne pomysły.

Przyszłość nie będzie należeć wyłącznie do tych, którzy najlepiej obsługują urządzenia. Będzie potrzebować ludzi, którzy potrafią zadawać pytania, wyobrażać sobie nowe rozwiązania, logicznie myśleć i świadomie wykorzystywać technologię do realizacji własnych celów. Dlatego nie pytajmy tylko, czego robot może nauczyć dziecko. Zapytajmy też – czego dziecko może nauczyć robota. To właśnie w tej zmianie perspektywy zaczyna się prawdziwa cyfrowa edukacja.

 

Marta Niemaczek, Prezes Fundacji Eduko